Tanie spanie
2009-02-20 08:16:32
Toruń jest specyficznym miastem. Od kiedy tylko pamiętam, jeździliśmy tam na wycieczki. A to z wychowawcą, a to z historykiem, nawet plastyk zmobilizował się kilka razy i powiódł dziecięcą hałastrę na dworzec kolejowy, by powieźć nas do piernikowego miasta. Jedynym problem, jak się wkrótce okazało, stanowiły noclegi. Toruń na tyle upodobnił się w przeciągu ostatnich lat do Gdańska, że chcąc zabawić tu nieco dłużej, trzeba było na długo przed wyjazdem zadbać o hotel. Toruń od jakichś dwóch lat już tak po prostu miał. I nic nie dało się na to poradzić. Zresztą, nie tylko turyści mieli ten problem. Miejsca w mieście zabrakło nawet dla studentów. W związku z czym na przełomie sierpnia i września można było spotkać ich na toruńskich ulicach biegających z rozwianym włosem, czujnych i łasych na każdą nowość pojawiającą się w prasie codziennej pod hasłem: „tanie spanie Toruń".Po ulicach niosły się ich szepty, nawet po zmroku jakaś zbłąkana fraza wdzierała się czasami przez barowe drzwi, by tym bardziej denerwować zdesperowanych, bezdomnych studentów. „Tanie spanie, Toruń, tanie spanie - Toruń", wabiły zdradzieckie podszepty. Nad ranem kołomyja zaczynała się od nowa. Rubryki z ogłoszeniami pękały w szwach. Na początku „noclegi - Toruń" wyparte zostały przez „hotel, Toruń". Był to oczywisty i wielce czytelny znak: skończyły się miejsca na stancjach, w studenckich akademikach, wszyscy krewni i znajomi zagospodarowali już dodatkowe metry kwadratowe czerpiąc niebywałe zyski ze znajomych swych studiujących krewniaków. Sami krewniacy liczyć mogli na rabat. Na polu bitwy pozostał więc tylko hotel. Toruń zapełnił się przedziwnymi postaciami, snującymi się po zmroku wśród wiekowych murów. Wszyscy zbłąkani od czasu do czasu z nudów pogryzali wyśmienite toruńskie pierniki. Sytuacja zaczęła zakrawać na absurd. Z miasta poznikali turyści, studenci zasilili szeregi bezdomnych. A miejsc noclegowych jak nie było, tak nie było. Minęła jesień. Z Nowym Rokiem miasto jakby odetchnęło. Wyraźnie czuć było atmosferą zbliżających się zmian. W drugim tygodniu stycznia pojawił się w gazecie pierwszy nieśmiały głos: noclegi, Toruń. W ciągu kilku godzin od ukazania się pierwszego anonsu, lawinowo posypały się kolejne. Jednak do tej pory, nikt nie potrafi wyjaśnić tajemnicy jesiennej zapaści na toruńskim rynku noclegowym.
Pozostaw swój komentarz